Witam Was na moim blogu
- niegdyś - story-the-wanted.blogspot.com !
W archiwum znajdziecie opowiadanie o The Wanted (rozdziały 1-59).
Zapraszam do czytania i komentowania!
Claudia Xyz

wtorek, 9 kwietnia 2013

41


Od samego rana w domu panował chaos. Chłopaki szykowali się na próbę, a ja i Xav do wyjazdu na mecz. Tego dnia było wyjątkowo gorąco. Zdecydowałam się na zwykłe szorty z beżowym paskiem oraz zwiewną, białą koszulkę pod którą założyłam czarny biustonosz. Do tego zestawu wybrałam białe, zwykłe trampki.
Zeszłam na dół, Xav siedział już na schodach przed domem i popijał jakiś energetyk.
-Gotowy? -udałam się do samochodu.
-Jak zawsze. -wrzucił torbę i rakietę do bagażnika. Droga na stadion była dosyć długa, a wszystko przez korki. Tuż przed całym kompleksem sportowym była niesamowita kolejka na parking oraz do kas biletowych. Zwątpiłam, że dostaniemy się tam na czas.
-Czemu mi nie powiedziałeś, że to aż taki mecz? -marudziłam, szukając wolnego miejsca.
-Yh no jakoś. Siostra, to są najważniejsze rozgrywki sezonu. Jeżeli wygram to mogę wysoko awansować. Zaraz po mnie gra Lee z jakimś Australijczykiem, więc zostajemy.
-Dobra, dobra, tylko ja nie mam gdzie stanąć!
-Masz i nie jęcz. -brat podał mi złotą kartę z jego imieniem i nazwiskiem, a przede mną zobaczyłam strzałkę „dla vip'ów”. Zaraz podążyłam za nimi i dotarliśmy do wyznaczonej strefy dla zawodników, organizatorów oraz specjalnych gości. Potem poszło już z górki, Xav udał się do szatni razem ze swoim trenerem, a ja na specjalne miejsce na trybunach. Siedziałam i prażyłam się na słońcu.
-Proszę. -nade mną zobaczyłam Lee, który trzymał w ręce dwa bidony. -Zimne. -podał mi jedną z butelek.
-Dzięki. -uśmiechnęłam się i od razu przyssałam się do bidonu.
-Twój brat jest naprawdę świetny.
-Wiem. -uśmiechnęłam się pod nosem i rozglądałam po trybunach. Chłopak cały czas mi się przyglądał.
-Skąd ja cię znam?
-Nie mam pojęcia. -powiedziałam.
-Boże, wiem! Ha, już wiem! Ty jesteś tą organizatorką imprez, ah no tak! -klasną w dłonie.
-Heh, zgadza się. -czułam się nieco zawstydzona w jego towarzystwie. Na szczęście po chwili na korcie pojawił się Xav wraz ze swoim rywalem. Rozpoczął się mecz. Obok nas usiadł również trener brata. Siedziałam jak na szpilkach, obaj szli łeb w łeb. Po niecałych 2 godzinach Xav przegrał.
-Cholera... -powiedziałam pod nosem. Było mi bardzo przykro, bo wiem jak ważne jest to dla młodego.
-Ej no,przecież piłka ewidentnie wyszła za linię! -Lee wstał z miejsca i udał się do głównego sędziego. Obaj z trenerem zawzięcie kłócili się z mężczyzną. Jak się okazało mieli rację. Jeszcze raz obejrzano ostatnie odbicie na komputerze. To sprawiło, że chłopaki musieli zrobić powtórkę. Tym razem wynik był pozytywny dla mojego brata. Po trybunach rozległy się gromkie brawa. Nastąpił moment wręczania nagród. Xav zgarnął ogromny puchar i awansował na 3. miejsce w rankingu w swojej kategorii. Brat usiadł obok mnie ze swoim trofeum. Był bardzo zmęczony, ale uparł się, by zobaczyć Lee w akcji. Struchlałam, gdy okazało się, że przeciwnikiem tego niebieskookiego chłopaka będzie Roger Federer. Mecz był wielkim wydarzeniem. W końcu zakończył się wygraną Lee. Była to ogromna niespodzianka, ponieważ po raz pierwszy do wielu lat ktoś pokonał mistrza. Wszyscy dziennikarze i fotografowie rzucili się na bruneta i przez dobrych kilka minut męczyli go.
-Chodźmy do szatni. -Xav kazał mi nieść ten cholernie ciężki puchar. Siedziałam na jednej z ławek w niewielkim pomieszczeniu, w którym znajdowało się kilka metalowych szafek, lustro oraz łazienka. Nagle do pokoju wszedł Lee owinięty wyłącznie ręcznikiem w pasie.
-Młody jest? -spytał spoglądając na drzwi łazienki.
-Tak. -powiedziałam. Jak zahipnotyzowana wlepiłam swoje gały w jego umięśniony tors. Jakbym prawie nagiego faceta nigdy nie widziała!
-Może pójdziemy gdzieś oblać te zwycięstwa? -zaproponował.
-Ok-ej. -ledwo co wydusiłam z siebie.
-To widzimy się na parkingu. -odwrócił się i wyszedł. Ja siedziałam jeszcze przez chwilę, mając w pamięci jego „klatę”. „Przecież ty masz chłopaka!”- mój mózg wrzeszczał sam na siebie. Ten facet powodował jakieś dziwne odruchy mojego organizmu, jakkolwiek, by to nie brzmiało. Po kilkunastu minutach udaliśmy się na parking.
-Jesteś samochodem? -Xav szedł z ręcznikiem na głowie, torbą w ręce i bidonem w drugiej. Ja zaś taszczyłam puchar.
-Coś ty, taxi to najlepszy środek transportu. -Lee wyjął telefon z kieszeni.
-Mówi ten, który ma 3 modele nowiuśkiego BMW. -brat zaczął się śmiać, a ja po prostu szłam przodem do samochodu.
-To twój? -Lee przyglądał się jeep'owi.
-Ta.-zamknęłam bagażnik.
-Lubisz takie duże bestie?
-Wszystko co duże to bardzo lubię. -uśmiechnęłam się i usiadłam za kierownicą. Udaliśmy się do knajpki w centrum miasta. To znany lokal, ponieważ cała jego atmosfera utrzymywana jest w stylu tenisa. Koszulki najlepszych tenisistów z autografami na ścianach, rakiety, piłki i takie tam. W lokalu było już mnóstwo ludzi. Lee i Xav najpierw rozdawali autografy i udzielali wywiadów, a dopiero potem mogli spokojnie imprezować. Brat bardzo dobrze czuł się w tym towarzystwie. Byli tam jego koledzy z klubu i koleżanki. Poznałam kilku tenisistów, ale szczerze powiedziawszy nic nie mówiły mi ich rzekomo „znane” nazwiska. Po prostu się uśmiechałam.
-Claudia, czy mógłbym mieć do ciebie sprawę? -Lee usiadł koło mnie na barowym stołku.
-No, to jeszcze zależy o co chodzi. -zakręciłam słomką w szklance.
-Chciałbym urządzić wielką imprezę na zakończenie moich rozgrywek w tym sezonie. I czy podjęłabyś się organizacji tego przedsięwzięcia?
-Dam ci namiary do moich konsultantów i już. -wyciągnęłam smartfona z torebki.
-A tak osobiście byś nie mogła się tym zająć?
-Skoro baaardzo mnie prosisz...
-Bardzo proszę. -uśmiechnął się. Umówiliśmy się, że następnego dnia przyjedzie do mnie i ustalimy szczegóły.
Dopiero koło 20 wróciliśmy do domu. Byłam padnięta jak nigdy. Postanowiłam zrobić sobie kanapki i jak najszybciej położyć się spać. Xavier do razu pobiegł do chłopaków, aby pochwalić się zwycięstwem. Weszłam do kuchni i zastałam tam Jay'a.
-Cześć. -powiedziałam i zaczęłam wyciągać ser i pomidory.
-Cześć. -chłopak siedział przy stole i szperał coś w laptopie. Zrobiłam sobie przekąski i z talerzem, i kubkiem soku marchwiowego udałam się na górę.
-Cześć. -na schodach minęłam się z Jay'em. Zatrzymałam się na chwilę, bo wydawało mi się, że chwilę temu siedział w kuchni, ale cóż... byłam naprawdę zmęczona. Max'a nie było w pokoju. Domyśliłam się, że siedzi gdzieś u chłopaków i oblewają wygraną Xaviera. Zjadłam kanapeczki i zasnęłam.

Rano obudził mnie ptak, który wyśpiewywał jakąś serenadę za oknem. No fakt, może to były i piękne trele, ale nie o 6 rano! Położyłam głowę na klacie Max'a i wpatrywałam się w beżową ścianę. Minuty wlekły się, a ja nie mogłam zasnąć. W końcu wzięłam telefon chłopaka, bo ten leżał najbliżej i zaczęłam grać w Angry Birds.
-Śpij jeszcze...-Max zabrał mi telefon i przykrył nas kołdrą po same uszy. Po chwili myślałam, że się uduszę, więc poszłam wziąć prysznic, przebrałam się i zeszłam na dół, by zrobić śniadanie.
-Hej piękna! - naszą lodówkę już okupywał Jay i Nath.
-Że też już nie śpicie. -powiedziałam i zabrałam się za rozpakowywanie zmywarki.
-Nie, nie, nie, ja to zrobię. -Jay zabrał mi talerze z ręki, usadowił mnie na krześle przy wysepce i zabrał się za naczynia.-Co Pani sobie życzy na śniadanie, jajecznicę, naleśniki, omlet, kanapeczkę? -Jay nalał mi szklankę soku pomarańczowego.
-Od kiedy ty umiesz gotować? -spojrzałam na Loczka ze zdziwieniem.
-Od zawsze! A więc?
-Omlet z pomidorami i szczypiorkiem. -powiedziałam i wzięłam łyk napoju. Chłopak jak nigdy kręcił się po kuchni. Byłam zdumiona, gdy z łatwością rozbijał jajka jedną ręką i przekręcał omlet.
-Proszę bardzo. Omlet z pomidorami i szczypiorkiem podany z bagietką francuską. -postawił przede mną talerz.
-Boże... cudo! -wzięłam kawałek tego apetycznego dania. W kilka sekund wchłonęłam te pyszności. W międzyczasie Jay zrobił jeszcze jajecznicę z bekonem dla Nath'a i Max'a, a Tom'as zażyczył sobie gofry z jagodami, zaś Xav gofry z truskawkami. Loczek z wielką zwinnością robił 3 rzeczy naraz. Nawet nie zauważyłam, że zbliżała się już 9. Po domu rozległ się dzwonek.
-Claudia, do ciebie! -Nath wszedł do kuchni. Skierowałam się do salonu, gdzie czekał już Lee.
-Co dzisiaj na śniadanie? -z góry schodził Jay.
-No nie udawaj... sam przecież je robisz. -wzruszyłam ramionami.
-Ja?! Chyba śnisz. -Loczek przemknął do kuchni, a mi coś nie pasowało, ale cóż. Poszliśmy z brunetem do pokoju, bo tam mogło być cicho i spokojnie. Od razu zabraliśmy się do pracy. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie jak bardzo kocham tę robotę. Tak, stosy papierów, informacji, ulotek, dzwonienia i ustalania.
-O, cześć. -do pokoju wszedł Max. Przywitał się z Lee. -Ja tylko po coś co pozwoli połączyć mi się z internetem. -zobaczył, że dwa laptopy są włączone i leżą na łóżku, więc wziął mój tablet i po chwili zniknął. My jak gdyby nigdy nic wróciliśmy do zajęć.

-Długo wam tu jeszcze zejdzie? -w pokoju pojawił się Xav.
-W sumie już na dzisiaj skończyliśmy.- zamknęłam laptopa.
-To świetnie, Jay zrobił obiad, kaczkę w sosie własnym z ziemniakami w słodkiej papryce.
-Co się dzieje z tym chłopakiem? -powiedziałam sama do siebie. Zeszliśmy na dół. Byli już tam wszyscy: Max, Nathan, Tom, Jay, Sharl i Xavier.
-Chodźcie. -Loczek ponaglił nas, a sam postawił na stole potężną kaczkę. Wszyscy rzuciliśmy się do jedzenia. Jak nigdy przy stole panowała cisza, wszyscy zajadali się pysznym mięsem. Po posiłku chłopaki postanowili pójść na piwo, oczywiście zabrali ze sobą Lee i Xaviera. Ja natomiast i Sharl zasiadłyśmy przed telewizorem. Nasi panowie wrócili dopiero koło 22, oprócz Tom'a i Jay'. Do samego rana oglądaliśmy filmy. W końcu skończyło się tym, że wszyscy usnęliśmy w salonie.
_____________________________________
Wybaczcie, taki z d.py ten rozdział. Czytam te rozdziały, które są do przodu napisane i tak wiele teraz bym zmieniła, matko... ale cóż, na razie dodaję jak leci, wena przyjdzie z czasem i znów się wypuszczę w "tamten" świat.
Obecnie czekam na prawdziwą wiosnę, bo sesje po prostu 4 tydz. przekładam. Tyle ludzi chętnych tylko słońca brak! We Włoszech prawie po 20 stopni mmm <3 Berlin już nieco chłodniejszy, ale to miasto ma w sobie to coś i nawet ujemna temperatura nie jest w stanie tego zepsuć.
Już niedługo z tatuśkiem będziemy szukać fajnego auta, które w lutym będzie moim autkiem (pod warunkiem, że zdam za 1. razem). W sumie chciałam Mini Cooper'a, ale stwierdziłam, że i tak ojciec autem jeździ rzadko, więc jeden samochód na spółkę nam wystarczy i będziemy szukać: Mazda 5, Ford S-Max/ C-Max, Nissan Qashqai, może ktoś sprzedaje? Na maxa 4 letni ;) 

6 komentarzy:

  1. fajnie że tak szybko dodany:D
    a tak wgl to ile ty masz jeszcze tych rozdziałów do przodu?
    i w nextach mogłoby być więcej chłopaków:D

    OdpowiedzUsuń
  2. fajny rozdzial ;)
    czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  3. rozdział całkiem spoczko:D weny i czekam na następny:D

    OdpowiedzUsuń
  4. hej zapraszam na naszego nowego bloga, na którym pojawił się już prolog, http://life-is-a-trap.blogspot.com/ mam nadzieję, że nasza historia cię zaciekawi i zostawisz po sobie komentarz, liczę na szczerą opinię, oraz nas zaobserwujesz, z góry przepraszam za spam, miłego dnia ♥ - Alex

    OdpowiedzUsuń
  5. Helo? kiedy next?

    OdpowiedzUsuń