Witam Was na moim blogu
- niegdyś - story-the-wanted.blogspot.com !
W archiwum znajdziecie opowiadanie o The Wanted (rozdziały 1-59).
Zapraszam do czytania i komentowania!
Claudia Xyz

czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział 8

Cały dzień siedziałam u Bradley'a i usiłowałam zrobić porządek z jego grafikiem na najbliższych kilka miesięcy. Wszystko szło mi powoli i gdy już wydawało mi się, że jest dobrze, odnajdywałam kolejne spotkanie czy wyjazd wśród sterty papierów. W końcu czas pracy dobiegł końca i pojechałam do domu.
Siedziałam wygodnie na kanapie i przeglądałam jakąś plotkarską gazetę. Nagle telefon zawirował, oznajmiając nadchodzący sms.
-”Jesteś nieoceniona w harmonogramie! Do zobaczenia jutro.”- przeczytałam króciutki tekst od Poor'a. Uśmiechnęłam się pod nosem. Uwielbiałam, gdy ktoś doceniał moją pracę. Postanowiłam zadzwonić do mamy.
-Cześć mamo. -powiedziałam zadowolona.
-No cześć. -już wiedziałam, że będzie to trudna rozmowa.
-Co tam u was słychać?
-Nic. Dobrze.
-Aha... -sama nie wiedziałam o co pytać, o czym mówić, czy chwalić się, czy też nie.
-A u ciebie?
-No... dostałam awans... mam dużo pracy... -czułam jak łzy napływały mi do oczu. Nigdy nie potrafiłam z nią normalnie porozmawiać, chyba, że chodziło o tak błahe i niepotrzebne tematy.
-Aha...- nie, ona nigdy nie powiedziała mi, że jest ze mnie dumna. Nigdy. Zawsze przecież mogę być lepsza.
-Jedziecie gdzieś na wakacje? -zapytałam, wiedząc, że wybierali się w ukochane góry.
-Nie wiem. Po co dzwonisz. Stało się coś? Potrzebujesz pieniędzy?
-Przecież mówię ci, że dostałam awans. Nie potrzebne mi już twoje pieniądze. Nic od ciebie nie chcę!- w tym momencie cieszyłam się, że wyjechałam, że zostawiłam ich samych sobie, niech sami się rządzą, niech sami łaknął kolejnej kłótni. Nawet gdy byłam w internacie, będąc w nowej szkole, prawie codziennie mama dzwoniła z samymi problemami. Płakała do słuchawki, a ja jeździłam nocami do niej, by jej pomóc. -Wiesz, muszę kończyć. Mam jeszcze dużo pracy. -powiedziałam cicho i niepewnie.
-Jasne. Leć. -przerywany dźwięk sygnału w słuchawce był większym ukojeniem niż rozmowa z własną rodzicielką. Wzięłam pilot w ręce i zaczęłam wędrówkę po kanałach.

Z samego rana obudziło mnie nieznośne pukanie do drzwi. Ledwo co zwlekłam się z łóżka i wtulając się w dresową bluzę, poszłam zobaczyć kto zakłóca mój spokój.
-Cześć! -z momentem uchylenia drzwi usłyszałam.
-No hej... -przetarłam oczy i poprawiłam grzywkę.
-Jesteśmy. -chłopaki z The Wanted stali w progu i spoglądali na mnie.
-No tak, tak. Pamiętam. Sory, ale trochę mi się zaspało... wchodźcie. -udałam się do sypialni, gdzie na biurku czekał nowy harmonogram dla zespołu.-Proszę bardzo. Wszystko wypisane w pięciu egzemplarzach. -rozdałam im pozszywane kartki.
-Jedziesz z nami w trasę ? -Siv'a spojrzał na mnie, oczekując na odpowiedź.
-Właśnie... wybaczcie, ale nie dam rady. Z agencji wyślę mojego zastępcę. Bądźcie spokojni. -usiadłam na oparciu kanapy i przymknęłam oczy.
-No dobra... to my się zbieramy, bo widzę, że tu jeszcze ktoś śpi. -Nath wstał i poklepał mnie po ramieniu.
-Wybaczcie, ale mam ogrom pracy ostatnio. -gdy tylko drzwi zamknęły się za przystojniakami z wielkim hukiem opadłam na kanapę i kontynuowałam moją drzemkę. Nic nie mogło mnie powstrzymać przed spaniem. Niestety już koło południa musiałam być w domu Poor'a. Ten dzień minął wyjątkowo szybko. Bradle'y zgadzał się na każdą moją propozycję. Obyło się bez sprzeczek i godzinnych debat.

Wieczorem razem z Damondem zrobiliśmy nugetsy z frytkami. Siedzieliśmy przy kuchennym stole i raczyliśmy się tym niezbyt zdrowym jedzeniem. Śmialiśmy i milczeliśmy na zmianę. Totalny obłęd, szaleństwo w naszym wykonaniu.
-Węsz czło? -chłopak z pełną buzią mięsa spojrzał na mnie.
-Czło? -usiłowałam go naśladować.
-Mam pewien pomysł. -wyprostował się i na jego twarzy zapanowała powaga.
-Mów... -zakręciłam szklanką z piwem.
-Ty masz wolny najbliższy weekend i ja go mam wolny, więc... wyjeżdżamy!- klasnął w dłonie i zaczął kręcić się na barowym krześle.
-No, spoko, spoko, tylko gdzie?
-Sama zobacz!- z kieszonki marynarki wyciągnął dwie koperty. W każdej z nich znajdował się bilet na lot do Paryża.
-Żartujesz...
-A skąd! Za Paryż! -uniósł szklankę do góry.
-Hah, za wyjazd! -zawtórowałam. -Ale czekaj... przecież to już jutro!
-No właśnie, a ty jeszcze nie spakowana! Byłaś kiedyś we Francji? -krzyknął, gdy ja już wyciągałam spod łóżka walizkę i pakowałam rzeczy.
-Tak, nawet dwa razy! Ale to była wymiana w szkole! -krzyczałam i biegałam między sypialnią a łazienką.
Całą noc siedzieliśmy i planowaliśmy co zwiedzimy przez tych kilka dni. Sama nie mogłam uwierzyć, że w piątek wieczorem będę w Paryżu wraz z Damond'em. To wszystko działo się tak szybko, że postanowiłam nie doszukiwać się żadnego realizmu w tym, co robię. Cieszyłam się tylko z tego, że ten weekend spędzę z tym facetem w urokliwym miejscu. Zasnęliśmy siedząc oparci o kanapę z kilkoma przewodnikami i mapami wokół siebie.

-Widzimy się na lotnisku. -Damond pomachał mi, gdy wsiadałam do samochodu. Chciałam jak najszybciej ogarnąć rachunki Poor'a i wstąpić do galerii po jakąś sukienkę, która mogła mi się przydać, ewentualnie.
-Coś się stało? -Bradley siedział naprzeciw mnie i bacznie mi się przyglądał.
-Nie...- uśmiechnęłam się.
-A mogę wiedzieć co sprawia, że jesteś dzisiaj taka... rozweselona?- przysunął się do biurka i oparł łokcie na blacie.
-Mam wolny weekend, to wszystko.- nawet na niego nie spojrzałam, nie chciałam wpatrywać się w jego cudowne oczy i szarmancki uśmiech.
-Ah tak! Masz po prostu kilka dni wolnego od mojej nieznośnej osoby. Wszystko jasne.
-Nie, to nie tak!- przecież nie mogę powiedzieć mu, że cieszę się z tego, że nie będę musiała tutaj przyjeżdżać!- po prostu... dostałam zaproszenie na wycieczkę do Paryża.
-Rozumiem, jakiś romantyczny wyjazd... -teraz oparł się o fotel i założył ręce za głowę.
-Nie. Wyjazd z kolegą i nic więcej.- uśmiechnęłam się pod nosem, a przed oczami już miałam widok wieży Eiffla i urokliwych kawiarenek na przedmieściach.
-To może zechcesz na ten czas zamieszkać w moim domu na północy Paryża?
-Nie, mamy już nocleg.
-Ale...
-Nie, dziękuję.- powróciłam do pracy. To byłoby zupełnie nie fair, gdybym mieszkała w jego domu podczas prywatnego pobytu i to na dodatek z kolegą! Chociaż mogłoby być przyjemnie... Ale cóż. Hotel zarezerwowany przez Damond'a wyglądał na bardzo przyzwoity. Po pracy pojechałam do galerii i w ekspresowym tempie kupiłam moją pierwszą sukienkę od niepamiętnych czasów. Byłam z niej bardzo zadowolona. Właśnie tak sobie ją wymarzyłam. Podekscytowana pojechałam do domu, by tylko dopakować kilka rzeczy.

O równej piątej byłam już na lotnisku. Tłum ludzi, bagaży, rozmowy. Wypatrywałam Damond'a.
-Jak zwykle punktualna!- chłopak nie wiadomo skąd zjawił się przede mną, ciągnąc za sobą walizkę. -Chodźmy na odprawę.- wszystkie formalności przeszły bez większych problemów. Po kilkunastu minutach siedzieliśmy już w samolocie, a po kilku godzinach byliśmy już na miejscu. Przed lotniskiem czekała na nas taksówka, która zawiozła nas wprost do hotelu. Dostaliśmy duży apartament z dwoma sypialniami i łazienkami oraz przestronnym salonem.
-Tylko się przebiorę i możemy iść na miasto. -Damond zniknął w swoim pokoju, a ja szybko przebrałam się w wygodne jeansy i koszulkę „mgiełkę”. Czekając na chłopaka, usiadłam na parapecie i spojrzałam na rozpościerający się widok za oknem. Wieża Eiffla była na wyciągnięcie ręki, okna kamienic były rozświetlone, po uliczkach spacerowali ludzie. W oddali widać było wielkie lustro rzeki, która wiernie odbijała mosty i bogato zdobione lampy. Nad tym wszystkim górowała ona, wspomniana wieża, z której, niczym z morskiej latarni, rozpościerały się dwa, niebieskie słupy światła, które przemierzały Paryż dokoła. Wszystko tak szybko do mnie wróciło. Wspomnienia związane z tym miastem były bardzo szczęśliwe, ale i bolesne. Nie sądziłam, że kiedykolwiek tu powrócę, że odważę się tu przyjechać. W mojej głowie pojawiły się wątpliwości. Nie powinnam tu przylatywać, nie powinnam kusić losu moimi wspomnieniami, które częściej wywoływały łzy niż uśmiech. Wszystko powróciło. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
-Idziemy?- usłyszałam Damond'a, który zapinał koszulę.
-Jasne.- ukradkiem otarłam łzy z policzka i uśmiechnęłam się do chłopaka. Udaliśmy się na zasłane nocą uliczki francuskiej stolicy. Było cudownie spacerować w świetle sklepowych banerów i kolorowych światełek restauracji, łykać świeże i ciepłe powietrze unoszące się na każdym rogu, zaglądać w sklepowe witryny i uśmiechać się do mijanych ludzi. Ta noc była wyjątkowa. On szedł, spoglądając na mnie, opowiadając swoje przygody w tym mieście i wspominając historię tego miasta. Nie wiem o czym myślał, nie wiem co chciał zrobić, nie wiem czy mu się podobało, chociaż jego uśmiech, błysk w oku sprawiał, że wyglądał na szczęśliwego. Ja zaś szłam obok niego. Słuchałam i przytakiwałam, zadawałam pytania, śmiałam się i sama wspominałam wcześniejsze pobyty we Francji.

________________________________
Dzisiaj minęła moja 18 godz. jazdy :) 
Instruktor: -my już uzgodniliśmy, że zrobiłaś wieeeelkie postępy od pierwszej jazdy?
Ja: -yhym...
Tak wyglądał komentarz do dzisiejszej jazdy, chociaż dwa razy zbladł jak weszłam w zakręty, no cóż, bywa. Za to jeszcze ani razu nie wymusiłam pierwszeństwa! :)
Koleżanka od pamiętnej jazdy się do mnie nie odzywa, czyli coś jest na rzeczy, a ja i instruktor zachowujemy się już jakbyśmy znali się od "pieluchy". Jest przyjemnie i śmiejemy się do łez. Czasami wygląda to jak cyrk na kółkach a nie eL'ka. 
Do 18-stych urodzin pozostał nieco ponad miesiąc. Tort zamówiony, będzie genialny! Rodzice już sprawili mi prezent, kocham ich! Długi weekend majowy Toskania na mnie czeka! 
Co u Was moi Kochani?

24 komentarze:

  1. Serce mi krwawiło, bo zobaczyłam, że pojawił się nowy rozdział, a ja nie mogłam go od razu przeczytać :/
    Ale już przeczytałam :)

    Bardzo ciekawi mnie co wydarzyło się w Paryżu...
    Trochę smutno mi się zrobiło podczas rozmowy z mamą przez telefon :( ale...
    Paryż!!! Z Damondem!!! Że też do innego miejsca się nie wybrali :)
    Aż nie mogę się doczekać następnego :P

    Gratuluję 18 godziny jazdy :)
    Może z koleżanką z czasem się wyjaśni sprawa. Dobrze, że z instruktorem się dogadujesz :D
    Mam nadzieję, że weekend w maju będzie udany... Toskania jest piękna, nigdy nie byłam, ale czy to nie jest oczywiste? ;)

    Słucham sobie właśnie The Wanted- Love Sewn

    P.S. Słyszałaś o TW? Przykre. Mam złamane serce normalnie :/
    Jak wiedziałam, że coś się dzieje, a jeszcze żadnych konkretów nie było to się strasznie stresowałam. Choć nadal nie wiem do końca co się dzieje. Mam nadzieję, że to tylko przerwa.
    Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Paryżu będzie się działo, zapewniam!

      Z koleżanka dałam sobie spokój. Skoro tylko przyjaźń z jakimś chłopakiem jest w stanie nas podzielić to chyba nie jest prawdziwa "przyjaciółka".
      Jadę tam sama z biura podróży, mam trochę wątpliwości czy zgram się z resztą grupy (obawiam się, że będą sami zakochańce i starsze panie hah). W sumie chyba nie zamierzam nad tym głęboko rozmyślać, tylko wezmę mp4 i będę napawała się każdą minutą spędzoną poza domem :)

      Ostatnio doszły mnie słuchy, że odwołali trasę koncertową, ale wydaje mi się, że wiele spraw nasunęło się na jeden termin i po prostu nie są w stanie robić wszystkiego. Śmierć dziadków, problemy z wytwórnią... muszą to ogarnąć i z pewnością powrócą :)

      Pozdrawiam cieplutko, bo u mnie za oknem -15
      Do następnego!

      Usuń
    2. Na początek przepraszam, że tak długo nie odpisywałam, ale nie miałam dostępu do internetu :( Nie wiem dokładnie o co chodzi, kuzyn mówił żeby zadzwonić do operatora (czy jak on się tam nazywa ten co od niego czerpie ten nędzny internet) i muszą coś naprawić. Nędzna sprawa, Mój kuzyn się zna i mówił do mnie jakby w innym języku ;)
      Na razie znowu wszystko działa, ale pewnie nie na długo :/

      Z doświadczenia wiem, że zakochane pary i niektóre staruszki bywają całkiem fajne, więc może nie będzie tak źle :D

      Również pozdrawiam, u mnie chyba jest z -10...
      ha ha, mam cieplej!

      Usuń
    3. Z tym internetem tak jest. Moje problemy się skończyły odkąd mam go w modemie od innego operatora i w sumie na jakieś 3 lata użytkowania tylko raz była większa awaria (brak internetu przez 3 dni), a poza tym wszystko śmiga jak trzeba :)

      Mogą być fajni, ale sama wiem, że zakochańce jak to oni, wszędzie miłość i latające serduszka, a ja jako "singielka" (hah jak to brzmi, ale tak jest i na chwilę obecną uporczywie chcę zostać w tym "błogosławionym stanie" ;p) nie mam ochoty przyglądać się ich dziubkom i całuskom ;p Co do starszych pań, oby nie były zafiksowane i wciąż nie opowiadały o swoich wnukach ew. "starych dobrych czasach".

      Dzisiaj jest -9! Czuję już jak się roztapiam od tego żaru lejącego się z nieba ;p

      Usuń
    4. Muszę przyznac, że mi do jakiegoś związku też się nie spieszy. Dziwi mnie to kiedy ktoś uporczywie szuka sobie drógiej połówki, a przecież to bez sensu, bo jeśli mają 16-17 lat to i tak to nie jest nic poważnego i zrywają po kilku tygodniach (jak dobrze pójdzie).
      A prowadzają się jakby byli małżeństwem ;) to głupie moim zdaniem.
      W pewnym sensie myśle,że bycie singielką jest nawet fajne, bo nie jesteś "na smyczy" tzn. nikomu nie musisz się tłumaczyc, nie ma kłutni i zazdrości. Tak myślę :P
      Ja wole się nie śpieszyc, chociaż tak do końca to nie wiem, czy tak właśnie myślę, bo nie lubię marnowac czasu myśląc nad tym :D

      Usuń
    5. Mi jest dobrze tak, jak jest. Wiadomo, czasami człowiek chciałby się przytulić, pogadać z kimś tak od serca, ale zaraz to nie musi zobowiązywać nas do związku! Na Boga! Bardzo często moje przyjaciółki patrzą na mnie z góry, że nie mam faceta, że nie mam z kim w przyszłym roku (!) pójść na studniówkę, ale jakoś mnie to nie interesuje. To mnie ma być "dobrze", a nie będę brała pierwsze lepsze "kluchy" ;p

      Właśnie wróciłam z biura i jeżdżę w tym tyg 2 razy po 4 godz pod rząd z gościem, u którego rzekomo zanim wsiądzie się do samochodu ma się 2 błędy w jeździe! Ale stwierdziłam, że lubię gdy ktoś ode mnie wymaga ;p (trochę się boję, ale zarzucę uśmiech na twarz i zapomnę o opiniach na jego temat, by móc samemu go ocenić).

      Usuń
    6. A co na studniókę można iść nawet z kolegą, przynajmniej nie będzie się przystawiał ;D
      Nie lubię, kiedy ktoś zachowuje się z wyższością, bo ma chłopaka, a ja nie. Co to ma być? Konkurs? Wyścigi?

      Co do instuktora, to może nawet dobrze. Może dobrze przynajmniej uczy, a nie wkręca jakiś głupoty, które w praktyce się nie przydają :)
      To może być coś takiego jak z nauczycielami. Wszyscy na kogoś gadają, że dużo wymaga i jest okropny, a okazuje się, że jest całkiem spoko (jak się czegoś nie odwala ;P)

      Usuń
    7. Ja od zawsze czuję się lepiej w towarzystwie facetów. U dziewczyn jest wieczna rywalizacja o wszystko, a z wiekiem chodzi tylko o to, która ma lepszego, przystojniejszego faceta. Właśnie, to nie wyścigi. Nie zamierzam brać co popadnie, lepiej poczekać trochę dłużej i być szczęśliwym, a nie być tylko z kimś, bo tak by wypadało (jak materialistycznie to brzmi). ;p W wakacje jadę do Niemiec na 7 tyg. jeszcze nie wiem czy pojadę do firmy niedaleko granicy, czy do Berlina, do międzynarodowej korporacji, ale jak dobrze pójdzie to tam skumpluję się z jakimś przystojniakiem i potem zaproszę go na studniówkę ;p Będę miała w nosie te wszystkie dziewczyny i ich opinie, że poszłam "z tym wieśniakiem z III z" ;p

      Właśnie tak samo sobie pomyślałam o tym instruktorze. Jak przyszłam do nowej szkoły to wszyscy mówili, ze gościu od roz. ang. jest baardzo wymagający i wgl trudne sprawdziany daje. Dziw bierze, bo ja uwielbiam jego lekcje, jego testy, a na półrocze mam 5 :) Dlatego zacisnę zęby i pójdę jak gdyby nigdy nic na jazdy. Lubię gdy się ode mnie wymaga, bo wiem, że potem przy zdawaniu jest zawsze łatwiej. Niby mój ukochany poprzedni instruktor (o którym już pisałam) też wymagał, mówił o błędach, ale nasze charaktery tak spasowały, że było więcej śmiechu niż stresu. Wgl jestem ciekawa co powie o mojej jeździe ktoś zupełnie inny, mam jeszcze trochę czasu na poprawę ewentualnych błędów. :)

      Usuń
    8. Najgorsze jest jak ktoś randkuje dla kasy. Co oni myślą, że tego nie widać? Znam jedną dziewczyne, co chodziła z takim chłopakiem, wszyscy go znają, bo ma kase, ale jest tak paskudny i charakterem też nie zachwyca. Wiadomo było, że chodzi z nim dla kasy, bo to siostra dziewczyny mojego kuzyna ;P więc znamy ją trochę i jest strasznie pusta i wiesz, zawsze one się zachwycają pięknymi chopakami. Wiadomo było, że nawet dla tej kasy z nim długo nie wytrzyma i nie wytrzymała.
      W sumie to one dwie są takie trochę... wiesz, ale dziewczyna mojego kuzyna jest bardziej ogarnięta niż ta jej młodsza siostra.
      Trochę się z nich śmiejemy, bo zachowują się jak gwiazdy ;)

      Z instruktorem będzie ok, dobrze jest czasami poznać opinię kogoś innego :D

      Usuń
    9. Chodzenie dla kasy z kimś jak i wiązanie się czasami nawet na całe życie to czysta głupota! Ja wiem, że bez pieniędzy człowiek w dzisiejszym świecie jest mało warty, ale na Boga! pieniądze niech nie decydują o naszych partnerach i lokowaniu uczuć. Przecież to, że ktoś nie jest "dziany" to nie znaczy, że po skończeniu studiów i znalezieniu pracy będzie wciąż liczył każdy grosz. Co innego gdy ktoś nic sobą nie prezentuje (bez wzgl na to czy ma pieniądze czy nie) i do nauki się nie garnie czy do pracy. No cóż, taki świat. Ja będąc w poprzedniej szkole miałam mnóstwo koleżanek, które zaraz po lekcjach szły pod galerię (mieliśmy dosłownie 3 kroki) i czekał tam "lovelas" na nią. Sama miałam kilka propozycji. Powiem tam, ceny są baaardzo kuszące, bo takiej kasy w naszym wieku, a nawet z db wykształceniem to niektórzy przez miesiąc nie zarabiają, ale takich rzeczy/ znajomości nie da się przełożyć cenę. No i chyba sprawa główna to godność...

      Ehh, dzisiaj chyba w nocy nie zasnę. No jakoś strasznie się teraz stresuje, że wyjdzie u niego, że nie umiem kompletnie jeździć i będę miała na każdym metrze jakiś błąd...

      Usuń
  2. o kurcze taki prezent na 18-nastkę to samo dobro
    fajny rozdział, ale Paryż to miasto zakochanych, chociaż pokoje są dwa, ale może coś z tego będzie
    trzymaj się cieplutko, bo teraz takieee morzy i pisz szybciutko ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z prezentu jestem baaardzo zadowolona :)
      pokoje dwa, ale wspólny salon ;p
      do następnego

      Usuń
  3. przepraszam !! nie bij juz nadrobilam twoj genialny blog !!!! jak zwykle mam zaciesz z rozdzialu :* a co do przyjaciolki to kopnij ja w tylek , bi nie jest warta przyjazni :) powodzenia na prawku:* , moj instruktor tez byl kochany a jak zdalam to prawie ryczelismy oboje hahaha :* toskania !!! ahhh cudnie :) weny misku i zycz mi udanej studniowki bo potem tylko nauka :/ :* ale o blogu nie zapomne !!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana! Nie zamierzam Cię tu linczować za nieobecność, bo sama nie jestem idealnym przykładem prowadzenia i czytania blogów. Cieszę się, że wciąż, mimo wszystko, tu zaglądasz i komentujesz.

      "Przyjaciółka" to już dla mnie temat zamknięty, jeżeli chce dalej się kolegować to niestety, ale to ona musi zrobić pierwszy krok. Ja nie widzę w sobie żadnej winy, bo nic nie zrobiłam! Czy wielką ujmą na honorze jest zaprzyjaźnienie się z chłopakiem, którego i ona lubi? No gdyby chodź byli parą... ale nie są!

      W tym tygodniu planuję pójść do innego instr. i zobaczyć co mi powie o mojej jeździe, bo ten to już się nudzi ze mną w samochodzie, twierdzi, że wszystko dobrze robię i zbytnio nie wysila się jeżdżąc ze mną tylko mnie zagaduje i rozśmiesza do łez. Ostatnio stwierdziłam, żeby zaczął układać kostkę Rubika, to stwierdził, że on układa ją w 3 sek., bo nie odróżnia kolorów ;p (moja mina bezcenna, ale umie mnie rozpraszać, gdy czekam na zielone, a zaczyna mi mówić o jakiś niebieskich schodach, które zaraz się robią "limonkowe" ;p), w końcu zaczęliśmy grać w pytania... I tak to właśnie jest. Teraz to najbardziej boję się testów. Jak się do nich przygotowywałaś, jaką miałaś książkę i jakie testy robiłaś?

      Już nie mogę się doczekać wyjazdu, oby tylko był udany i ludzie w grupie byli "spoko".

      W takim razie nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci udanej studniówki (koniecznie załóż coś czerwonego!) i w konsekwencji imprezowego kaca od razu po powrocie bierz się za naukę :)

      Do następnego! :*

      Usuń
    2. hej hej :) wyslalam ci meila odnosnie prawka i wgl ;) mam nadzieje ze na db adres ;)

      Usuń
  4. ale swietny rozdzial :D
    genialnie piszesz, super sie czyta ;)
    ciekawi mnie, co sie dzialo w Paryzu jak byla w nim dwa razy... pewnie cos nieprzyjemnego x.x
    fajnie ze sie dogadujesz z instruktorem, a kolezanki nie zaluj ^^
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że Ci się podoba. W Paryżu duuużo się będzie działo, to na pewno :)

      Nie żałuję.

      Do następnego!

      Usuń
  5. nie zaglądałam na tego bloga odkąd pojawił się tu pierwszy rozdział nowego opowiadania bo zbiegło się to akurat z rozpoczęciem studiów i bardzo tego żałuję bo opowiadanie jest świetne!!! no ale pierwszy semestr się już zakończył, wszystkie egzaminy zdane ( nie ważne że niektóre tylko na 3 ale zaliczone ;) ) i przede mną miesiąc wolnego :) także z niecierpliwością będę czekać na kolejny rozdział :)
    co do nauki jazdy mam nadzieję że lubisz jeździć bo to najważniejsze, jeśli tak to zdanie egzaminu będzie błahostką ;) mi udało się zdać chyba tylko dzięki temu że egzaminator był starszym, bardzo cierpliwym i miłym panem bo zamiłowania do jazdy nie mam... zrobiłam prawko bo rodzice zrobili mi taki prezent na 18 i opłacili cały kurs ;) chociaż szczerze to wolałabym taki wyjazd do Toskanii... na pewno będzie to niezapomniana wycieczka :) zazdroszczę
    no ale co tam rozdział świetny i sprawa z Paryżem bardzo intrygująca ;)
    do następnego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż się w oku łezka kręci, gdy się czyta takie komentarze. Nawet nie wiesz jak wiele motywacji mi dodałaś, nie tylko względem pisania kolejnych rozdziałów.
      Najważniejsze, że pozaliczane masz wszystko, a ocena to ocena ;p no i wolne <3 Mogłabyś zdradzić jaki kierunek studiujesz?
      Jeździć lubię, nie patyczkuję się zbytnio ze wszystkim, ale ostrożnie i z rozwagą jeżdżę. Teraz siedzę zestresowana przed jazdą z nowym instruktorem, to własnie chyba tak sie człowiek czuje jak idzie na egzamin! Mam pietra jak stąd do Pcimia ;p No, ale musi być dobrze.
      Mi prawko zasponsorowała babcia, co prawda kaskę dała mi parę lat temu i kupiłam wtedy lustrzankę (rodzice się jeszcze dorzucili), ale kaska była, była, więc rodzice płacą, bo muszą i już wszyscy nie mogą się doczekać kiedy zdam :)
      Prezent taki, bo nie robię żadnej imprezki ani nic w tym stylu, tylko tort do szkoły zaniosę i to wszystko, więc to co miałabym wydać na uszczęśliwienie jakiś 30-40 osób na imprezie wydam w 7 dni w Toskanii :)
      Co do dalszych rozdziałów to będzie się działo, w każdym rozdziale zaskakuję... samą siebie, że takie pomysły przychodzą mi do głowy. Czasami już myślę, co będzie +10 roz. dalej i zostawiam miejsce i opisuję to, póki mam "wenę"
      Mam nadzieję, że będziesz zaglądała, a kolejny rozdział dodam może jeszcze dzisiaj, jak tylko wrócę z jazd (o ile wgl wrócę, albo po 15 min. instruktor będzie sam kierował hah) :)
      Do następnego

      Usuń
    2. przepraszam za moją "składnię wyrazową", ale nie jestem w stanie się skupić przez te wieczorne jazdy :)

      Usuń
    3. studiuję na SGH pierwszy rok więc na razie ogólny a od następnego roku zamierzam dzielnie studiować FiR :) o ile zaliczę drugi semestr i statystykę którą już starsi znajomi straszą :p
      znam ten ból kiedy zmienia Ci się instruktor... mnie zmieniał się trzy razy i tak nawiasem mówiąc to ten trzeci był the best :D
      ja to nawet nie pamiętam jak to było ze znajomymi czy zanosiłam coś do szkoły czy nie, wzięłam dwie najlepsze kumpele i poszłyśmy na piwko ( a że nie na jednym się skończyło to już inna historia ;p) a w domu jakaś skromna imprezka dla rodzinki była...
      obiecuję że postaram się już regularnie zaglądać i komentować :) apropos to teraz biorę się za nowy rozdział i komentarz do rozdziału:)

      Usuń
    4. Uuu FiR na SGH to maturka musiała być świetnie zdana! Pogratulować! Dasz radę!
      Instruktor na prawdę spoko facet, więc więcej było przeżywania i stresu niż faktycznie.
      Do nastepnego

      Usuń