Witam Was na moim blogu
- niegdyś - story-the-wanted.blogspot.com !
W archiwum znajdziecie opowiadanie o The Wanted (rozdziały 1-59).
Zapraszam do czytania i komentowania!
Claudia Xyz

niedziela, 3 listopada 2013

56

Wiosna zawitała już na dobre w naszym mieście. Zimowe kurtki i buty udały się na zasłużony odpoczynek w głąb szafy. Słońce ogrzewało wszystko dookoła, ptaki radośnie oznajmiały przybycie cudownej pory roku. Otworzyłam oczy i zorientowałam się, że za równy miesiąc o tej porze, będę szykowała się do własnego ślubu. Przekręciłam się na drugi bok, by spojrzeć na śpiącego, przyszłego pana młodego, jednak zamiast niego, na poduszce leżał ogromny bukiet kolorowych tulipanów. Przysunęłam do twarzy kwiaty i wzięłam głęboki wdech. Cudowny zapach delikatnie pobudził wszystkie moje zmysły. W środku zobaczyłam małą karteczkę, na której widniał napis: „jeszcze miesiąc”. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wiosna za oknem, wiosna w moim łóżku i w moim sercu. Czy może być lepiej?
W kuchni Max siedział z laptopem i pił kawę. Przywitał mnie promiennym uśmiechem i podstawił kubek z gorącą latte.
-Och dziękuję. -pocałowałam go w policzek i usiadłam obok niego. -Co się stało, że masz taki dobry humor ?
-A to, że mam ciebie. -przysunął się do mnie i pocałował. -Czy to nie wystarczający powód, by się cieszyć?
-No, wystarczający. Max... jest jeszcze coś co powinniśmy zrobić już dawno.
-Mieć dwójkę wspaniałych bobasków, ale i to nadrobimy. -chłopak odstawił szklankę do zlewu. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem, nigdy w końcu nie rozmawialiśmy o dzieciach...
-Ja nie o tym. Musimy zdecydować kogo bierzemy za naszych świadków.
-Proponuję Toma i... Amy ?
-Jesteś pewny?
-No, jeżeli masz kogoś innego na myśli to mów.
-Nie no, jest ok.
-No to ok. Lecę zaraz na przymiarkę garnituru, pa! -zabrał jabłko i wyszedł z domu. Zaczęłam się zastanawiać nad wizją gromadki dzieci, o której wspomniał Max. Zawsze chciałam poczekać z tym do skończenia studiów, ale skoro już za kilka dni zdobędę magistra to może jest to odpowiedni moment, by o tym pomyśleć ? Trzeba się zastanowić...

Nareszcie nadszedł tak wyczekiwany dzień, jakim jest oczywiście magisterka. Ubrałam się w czarne rurki, tak, by czuć się swobodnie i wygodnie, białą koszulę z elementami czarnej koronki na kołnierzyku oraz czarną marynarkę z jasnymi mankietami. Wzięłam w dłoń teczkę i pojechałam na uczelnię. Komisja już siedziała w gabinecie dziekana i czekali na mnie. Niepewnie zapukałam do drzwi i poczekałam na „proszę”. Skinęłam głową do profesorów i podałam im moją pracę. Spojrzeli, przejrzeli, każdy z nich przeczytał jakiś fragment. Nadszedł czas na zadanie mi kilku magicznych pytań. Jak się okazało nie było to nic trudnego, pierwsze trzy znajdowały się w tej samej kolejności na kartce, którą przekazał mi nieoficjalnie profesor, a pozostałe dwa to tylko luźna pogawędka na temat źródeł, z których czerpałam informacje i dane statystyczne. Po jakiś 30 minutach miałam swój upragniony tytuł z oceną bardzo dobrą. Studia uważam za ukończone! Z wielką ulgą opuściłam budynek uczelni.
-Claudia! -przy samochodzie zobaczyłam mamę, która zniecierpliwiona wymachiwała do mnie rękami. -I co!?
-Piątunia mamunia! -krzyknęłam i pokazałam jej dyplom.
-No to zasłużyłaś sobie na pyszny obiad, ale najpierw …. przymiarka sukni. -udałyśmy się do salonu, gdzie czekała już na mnie moja wymarzona i wyśniona kreacja, a raczej dwie, bo jedna była na wesele, a druga na ślub. Obie zrobiły na mamie wielkie wrażenie, że aż moja rodzicielka rozpłakała się na dobre. Po ekscytującej przymiarce pojechałyśmy do naszej ulubionej restauracji, gdzie zamówiłyśmy ulubionego kurczaka w sosie słodko – kwaśnym i dużą porcję ryżu. Miło spędziłyśmy to popołudnie razem.

W domu wszyscy już siedzieli przed telewizorem i oglądali jakiś serial. Brakowało mi Max'a, który rzekomo poszedł spać. Nieco mnie to zdziwiło, bo jego zagonić wcześnie spać to niemal niemożliwe. Po cichu weszłam do pokoju.
-Śpisz? -zapytałam.
-Chyba mnie ta wiosna chce wykończyć... -wymamrotał. Dotknęłam jego czoła. Cały był rozgrzany. Z szafki wyciągnęłam termometr. Miał prawie 39 stopni. Oczywiście nie chciał iść do lekarza, jednak po moim krótkim i treściwym wykładzie nie miał zbytnio wyjścia. Pojechaliśmy do przychodni, gdzie lekarz przepisał mu całą torbę leków i nakazał leżeć w łóżku przez najbliższych kilka dni.
-To ty tutaj leż, a ja idę ci zrobić herbaty. -przykryłam go już chyba 3 kocem i udałam się do kuchni.

Dni mijały, Max wciąż leżał w łóżku i walczył z nieznośnym przeziębieniem. Zachowywał się jak małe dziecko, nie chciał brać leków, bo były zbyt gorzkie, nie pił syropu, bo pomarańczowego smaku to nie lubi.
-Claudiaa... -siedziałam przy biurku i przeglądałam internet.
-Co tam?
-Daaj pilotaaa...-Max zachrypiał swoim głosem. Spojrzałam na niego z roześmianymi oczami.
-Moje maleństwo! Co, za daleko wyciągnąć rękę na drugi brzeg łóżka? -chłopak leżał owinięty kołdrą i kocem jak mumia.
-Wyjmę rękę to zamarznę. Nie to nie. -zamknął oczy, co oznaczało, że strzelił focha.
-Moje biedactwo! -położyłam się obok niego i wsunęłam rękę pod kołdrę, i zaczęłam gładzić go po torsie.
-Nie zaczynaj... -mruknął przytulając się do mnie. Pocałował mnie w czoło.
-Wee, bo mnie zarazisz jeszcze, fu! -wytarłam się i oswobodziłam z jego uścisku. Pobiegłam do kuchni i zaczęłam pichcić rosół według przepisu mojej babci. Zapach roznosił się po całym. Tak bardzo dotknęła mnie inwencja gotowania, że nawet skusiłam się na makaron własnej roboty. Po godzinie smakowita woń zupy i przypraw zwabiła wszystkich mieszkańców naszego domu do kuchni. Wielki gar wypełniony po brzegi magiczną potrawą pustoszał z minuty na minutę. Razem z Sharl i Rozalią na szybko wykombinowałyśmy sos z kurczakiem na wywarze z zupy do pysznej kaszy. Każdy z pełnym brzuchem odszedł od stołu.
-Sprzątacie... -spojrzałam na chłopaków przeciskających się w drzwiach z nadzieją, że uda im się uciec od zmywania.
-No, ale... -Nathan posmutniał.
-My robiłyśmy, wy sprzątacie! -wskazałam palcem na stół zastawiony talerzami. -No, Max jedynie może być zwolniony, ale wy sobie dacie świetnie radę w czterech. -pociągnęłam Max'a do pokoju, zostawiając resztę płci męskiej z wielkim bałaganem.

Wieczór panieński zaplanowaliśmy tydzień przed ślubem, by mieć pewność, że wszyscy się ogarnął do ceremonii. Max czuł się o wiele lepiej i nie żył już w towarzystwie setek chusteczek. Panowie zdecydowali się na sportowy klub, a my na ekskluzywny lokal w centrum.
-Będą striptizerki ? - malowałam usta, gdy Max wkładał koszulę.
-Nie wiem... ja tego nie organizuję.
-Tylko żebyście cali wrócili.
-Spokojna twoja rozczochrana. -podszedł do mnie i pocałował w policzek. -Miłej zabawy. - zabrał skórzaną kurtkę i wyszedł. My jeszcze kilka minut czekałyśmy na samochód, który miał nas zawieźć do naszego lokalu.

Nie minęła nawet godzina od otwarcia imprezy, a my już tańcowałyśmy jak szalone na parkiecie, porywając do tańca każdego napotkanego faceta. Wszyscy przyglądali się naszym wygłupom, jednak my nie przejmowałyśmy się tym, a DJ jeszcze bardziej zachęcał nas do zabawy. Zaś po niecałych dwóch godzinach na nasz koszt postawiłyśmy wszystkim facetom po dwie kolejki czystej wódki. Oczywiście nasza impreza trwała o wiele dłużej. Koło północy udałyśmy się do naszej loży, gdzie czekało na nas pięciu mięśniaków w strojach oficerów i maskami na twarzach. Rozpoczęli swoje ponętne pląsy przed nami. Z każdą minutą było co raz goręcej, a gdy zrzucili z siebie ciuszki i zostali w skąpych slipach poziom hałasu jaki z siebie wydałyśmy przekraczał wszystkie normy. Na końcu wszyscy ściągnęli maski, oprócz jednego, który przez cały czas był moim „towarzyszem”. Zaprotestowałam, bo też chciałam poznać tego greckiego boga. Podeszłam do niego i ściągnęłam maskę. Zamarłam.
-Chris? -spojrzałam na chłopaka z niedowierzaniem.
-Tak, to ja... -chłopak włożył koszulę i spodnie. -Miłej nocy życzę paniom. -ukłonił się i wyszedł. Pobiegłam za nim. Złapałam go na schodach.
-Powiedz, co u ciebie, co z twoim synem?
-Dostałem wyłączne prawa rodzicielskie nad nim, mama mi pomaga... jak widzisz tak sobie dorabiam, by dać mu wszystko, czego tylko chce, a na co dzień pracuję w korporacji.
-Jesteś sam ?
-Mam syna... Cieszę się, że ty jesteś szczęśliwa i tobie się udało. -spojrzał na mnie swoimi cudownymi oczami.
-Powodzenia. -pocałowałam go w policzek i udałam się w stronę loży. Dziewczyny już otwierały kolejnego szampana i butelkę wódki, a puste szkło po whisky leżało w kącie pomieszczenia. Zabawa trwała dalej. Sharl i Amy przyprowadziły jakiś przystojnych kolesi. Byłyśmy tak pijane, że żadna z nas nie potrafiła powiedzieć nic sensownego oprócz wybuchów śmiechu i zdania „komu polać”? Nasi ochroniarze koło 5 nad ranem odprowadzili nas do samochodu i zawieźli pod sam dom. Tam zobaczyłyśmy jak przed drzwiami stoi Tom, a na nim oparty Jay.
-Celuj... w lewo bardziej, nie, w prawo, w twoje prawo!
-Przecież moje prawo i twoje prawo to to samo prawo... -obaj usiłowali otworzyć drzwi.
-Ale moje lewo jest twoje prawo...
-A h.j...
-A h.j to zawsze pośrodku... -Tom wciąż usiłował trafić do dziurki. Amy bezprecedensowo odepchnęła ich od drzwi, nacisnęła klamkę i po prostu weszła do środka.
-Ja... wiedziałem, że jest coś nie tak z tymi wrotami... -Jay zachwiał się i wszedł do środka. Od razu poszłam do pokoju i położyłam się, niestety do łóżka nie zdążyłam dojść.

Przebudziłam się koło 14. Głowa ciążyła mi niemiłosiernie. Bolały mnie plecy i kark. Usiadłam i oparłam się o ścianę. Ściągnęłam szpilki i z wielkim trudem się podniosłam. Max'a nie było w pokoju. Zeszłam na dół, gdzie na kuchennym blacie stało sześć zgrzewek wody. Przy stole siedział Nathan i trzymał dwie butelki. Gdy tylko mnie zobaczył przystawił palec do ust na znak, aby się nie odzywała. Usiadłam obok niego w mojej wymiętej sukience i przyssałam się do butelki.
-Widzieliście gdzieś Siv'ę? -Amy weszła do kuchni z potarganymi włosami.
-Max'a też nie ma... -powiedziałam przełykając wodę. Po kilkunastu minutach większość była na dole i w ciszy opróżniała butelki. Brakowało tylko Siv'y i Max'a. Do wieczora wszyscy już wytrzeźwieliśmy.
-Gdzie ich wcięło? -Amy próbowała dodzwonić się do swojego męża, jednak nie odbierał. Nikt nie był wstanie powiedzieć gdzie ostatnio ich widział, bo każdemu urwał się film. Siedzieliśmy jak na szpilkach i czekaliśmy na jakiś znak, wiadomość. Nagle po domu rozległ się dźwięk dzwonka. Razem z Amy pobiegłyśmy otworzyć.
-Dobry wieczór. -policjant skinął głową. -Czy ten obywatel tutaj mieszka? -wskazał na Siv'ę stojącego tuż za nim. Przytaknęłyśmy. -Proszę następnym razem przypilnować kolegę, a i tutaj jest mandat do uregulowania. -podał nam kwitek. Siva zmęczony opadł na kanapę.
-Gdzie Max?
-Nie wiem...
-Coś ty zrobił?! Niszczenie mienia? -Amy przeczytała na mandacie.
-Rzekomo usiłowałem wejść na londyńskie oko... -tu nastała dłuższa przerwa, gdyż Siv'a ugasił swoje pragnienie całą butelką wody.
-A Max?
-No on chyba był ze mną, ale ja w sumie nie wiem... - przez ponad godzinę chłopcy usiłowali skleić swoje urywki do jednej całości i ustalić przebieg wydarzeń. Jednak zamiast całej relacji mieliśmy tylko pojedyncze punkty, małe wskazówki.

___________________________________
Podoba się ? 
Tyle zleceń na sesje, że się ogarnąć nie mogę. Czuję nagły przypływ sił, ale nie do nauki (buhaha), tylko do walki z samą sobą. Oby tak dalej i jak najdłużej!

5 komentarzy:

  1. Oczywiscie ze sie podoba !!!! ;* czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdzie jest Max?
    Gdzie on jest do cholery?
    Nie podoba mi się to Claudia^^
    Coś czuję, że maczał w tym palce Marc..
    Swoją drogą nieźle się chłopaki schlali xd
    Dziewczyny z resztą też nie gorzej ;D
    Czekam na nexta :) ;*
    Wpadnij - http://together-we-can-keep-our-love-alive.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. ja pierdzi**e Kac Vegas normalnie xD
    swietne swietne swietne ^^
    czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ciągle nie mogę się nadziwić temu skąd ty bierzesz tyle nowych pomysłów... co rozdział to jakaś nowa intryga... normalnie szacun!!!
    mam nadzieję że Max nie narozrabiał za bardzo;P

    OdpowiedzUsuń
  5. genialny rozdział!!!! no i jak zwykle w takim momencie się akcja urwała że z niecierpliwością czekam na next:D

    OdpowiedzUsuń