Witam Was na moim blogu
- niegdyś - story-the-wanted.blogspot.com !
W archiwum znajdziecie opowiadanie o The Wanted (rozdziały 1-59).
Zapraszam do czytania i komentowania!
Claudia Xyz

piątek, 11 stycznia 2013

23


Obudziłam się o 4.30, było zimno, wyjątkowo zimno. Usiadłam na łóżku i wpatrywałam się na widok za oknem. Postanowiłam pójść do Max'a. Po cichu przeszłam przez korytarz i delikatnie nacisnęłam klamkę. Chłopak spał. Postanowiłam go nie budzić, więc powoli położyłam się obok niego. Poczułam jego rozgrzane ciało, uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek. Max uśmiechnął się przez sen, objął mnie w pasie, kładąc głowę na moim ramieniu.

-Wstawaj... -usłyszałam. Max bawił się kosmykami moich włosów. -Miałaś jechać z Natalią do rodziców. - Max nie odpuszczał.
-No, zaraz. -przysunęłam się do niego. Nie miałam ochoty wstawać. Męczył mnie wczorajszy incydent z Nathan'em. Chciałam zniknąć, zapaść się pod ziemię. Nie wiedziałam co mam robić z tym wszystkim. Miałam jechać z Natalią do domu, ale nie zostawię tak Nathan'a.
-Coś się stało? -Max pocałował mnie. Pokiwałam przecząco głową. Po jakiś 15 minutach poszłam do swojego pokoju, wzięłam prysznic i włożyłam jakieś ciuszki.

-To jak, kiedy wyjeżdżamy? -Natalia stała oparta o futrynę.
-Wiesz co, muszę coś załatwić. Jak się wyrobimy to pojedziemy dzisiaj, a jak nie to jutro. To naprawdę ważne. -powiedziałam pakując torbę.
-Co się dzieje? Wszystko ok?
-Wiesz, muszę na chwilę zająć się zespołem. Wy tu się bawcie, a ja coś załatwię. -poklepałam dziewczynę po ramieniu i udałam się do pokoju Nath'a. -Zbieraj się, za 10 minut wyjeżdżamy. -powiedziałam i od razu zniknęłam, aby nie mógł ze mną dyskutować i się sprzeciwiać.
Czekałam na niego w samochodzie, pojechaliśmy … dwie przecznice dalej i zatrzymałam się na jakimś parkingu.
-Mów. -odpięłam pasy i usiadłam bokiem do chłopaka. On oparł głowę o deskę rozdzielczą samochodu.
-Ja... tracę głos. -spojrzał na mnie. Po raz kolejny zobaczyłam jego smutek.
-Że co? -spojrzałam na niego z lekkim niedowierzaniem.
-Już od kilku dni na próbach nie mogę … śpiewać. Rozumiesz...? -chłopak przetarł oczy. -Głos staje mi w gardle, nie jestem ani przeziębiony, ani nic! Po prostu... tracę głos.
-Nath, to pewnie przemęczenie, dużo koncertowaliście, to na pewno przez to. -chciałam jakoś go pocieszyć, chciałam mu pomóc, ale nie wiedziałam czy on mi uwierzy. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do przychodni. Od razu umówiłam Nath'a do specjalisty, na całe nasze szczęście był wolny termin za 30 minut. Od razu pojechaliśmy do lekarza.

-A jeśli... -Nath siedział obok mnie na krześle.
-Wszystko będzie dobrze, nic się nie stanie. -powiedziałam wysilając się na uśmiech. W końcu przyszła kolej chłopaka. Gdy zniknął za drzwiami gabinetu zaczęłam panikować. Zdawałam sobie sprawę z tego, że to wcale nie musi się dobrze skończyć. Przecież może się okazać, że jego głosu już się nie da uratować lub konieczna jest operacja, która niesie za sobą wiele komplikacji. Gdy przypomniałam sobie Nath'a na tych wszystkich próbach, na występach to czasami można było odnieść wrażenie, że jest smarkaczem noszącym wysoko głowę, gdy cała reszta się wygłupiała, ale nie, on po prostu skupiał się na „pracy”, jest profesjonalistą i nie pozwala sobie na jakieś niedociągnięcia. Ręce mi się trzęsły, siedziałam jak na szpilkach czekając na chłopaka. Dopiero po jakiś 40 minutach wyszedł. Był blady i ledwo co trzymał się na nogach. Opadł na krzesło naprzeciwko mnie. Spojrzałam na niego.
-I co? -przeczesałam palcami grzywkę. Nathan siedział wpatrując się w podłogę, w ręce trzymał jakieś dokumenty. -Nathan! -pomachałam mu przed oczami ręką.
-Mam mieć... zabieg. -powiedział podając mi kartki. Struchlałam na myśl o jakiejkolwiek operacji. W tym momencie z gabinetu wyszedł mężczyzna w białym fartuchu.
-Pan jeszcze tutaj? -lekarz spojrzał na mnie i na chłopaka. Wstałam i podeszłam do doktora, by wyjaśnił mi o co w tym wszystkim chodzi. Mężczyzna zapytał Natha czy wyraża zgodę na udzielenie mi takich informacji, chłopak tylko pokiwał zgodnie głową.
-Pan Nathan będzie musiał przejść niewielki zabieg. To tylko mała kosmetyka krtani. To bardzo często zdarza się zawodowym wokalistom. To jak... wycinanie 3 migdała. Po tym przez jakiś czas będzie musiał oszczędzać głos, ale to tylko jakieś 2 tygodnie, potem będzie mógł wrócić do koncertowania. To naprawdę nic poważnego. -lekarz spojrzał na nasze przerażone miny. -Proszę się nie martwić, to naprawdę prosty zabieg. Termin już wyznaczyłem, dzień przed przyjmiemy Pana do szpitala i wykonamy niezbędne badania i po zabiegu na następny dzień zostanie Pan wypisany. -mężczyzna podszedł do chłopaka i poklepał po ramieniu. Po chwili doktor zniknął za drzwiami. Ulżyło mi, że to nic poważnego.
-Głowa do góry, to tylko 2 tygodnie bez śpiewania. -usiadłam obok Natha i poklepałam po kolanie.
-Na całe szczęście, oby tak było. To jednak ingerencja w organizm, wszystko się może zdarzyć. -chłopak oparł głowę na moim ramieniu.
-Wiesz co? Coś ci opowiem. Miałam 16 lat. Był koniec roku szkolnego, dzień przed pojechałam do kardiologa na kontrolę, bo urodziłam się z jakimś ubytkiem w sercu, który samoistnie zniknął. Tego dnia okazało się, że mam jakąś dodatkową drogę przewodzenia krwi w sercu. Miałam ataki szybkiego bicia serca. Lekarka zaraz po zakończeniu roku szkolnego zabrała mnie do szpitala. Dostałam skierowanie do specjalisty, ten powiedział, że jeśli chcę być w 100 procentach zdrowa muszę poddać się operacji. Cały świat zawalił mi się na głowę. Operacja na serce w wieku 16 lat, świetnie brzmi, nieprawdaż? Lekarz wyjeżdżał na urlop, mieliśmy się umówić na inny termin. Zostawił mnie z takim zdaniem: to choroba nagłej śmierci, w każdej chwili może dojść do migotania przedsionków, a jeżeli to stanie się na ulicy, w szkole, kto podejmie się reanimacji, za nim przyjedzie pogotowie... Postanowiłam poczekać z operacją do ferii zimowych. Chciałam rozpocząć nową szkołę, poznać nowych ludzi, jeszcze zakosztować życia. Każdego dnia żegnałam się ze światem. Każdego dnia robiłam wszystko, by wieczorem, w łóżku nie żałować tego dnia, bo to mógł być mój ostatni. Nie raz, nie chciałam spać, bo bałam się, że już nigdy się nie obudzę. To było jak czekanie na śmierć. Przyglądałam się ludziom, obserwowałam ich i zastanawiałam się, kto , by mi pomógł gdybym w tym momencie upadła na ziemię. Nie zabraniałam sobie flirtowania z chłopakami, nie żałowałam sobie śmiechu i radości. Każdy dzień kończyłam z uśmiechem na twarzy. Czasami, całą noc płakałam do poduszki, ale tak, by nikt tego nie widział i nie wiedział. Z tego powodu tylko raz płakałam przy rodzicach, gdy się dowiedziałam, to był jak cios w brzuch. Potem to już tylko zwinięta w kłębek leżałam pod kołdrą i wylewałam litry łez. To mnie trochę umacniało. Następnego dnia wstawałam, uśmiechałam się i tylko przed lusterkiem myślałam: szkoda tylko tych podkrążonych oczu. Im bliżej było do terminu, tym bardziej szalałam. Nie żałowałam żadnego czynu, słowa, bo wiedziałam, że już może mi się nie przytrafić taka okazja. Przecież podczas operacji może dojść do nie dotlenienia mózgu i będę upośledzona, nie będę umiała mówić i chodzić... Każda sekunda to było modlenie się, by serce nie stanęło, by nie nadszedł atak. Wreszcie przyszły ferie. Na stole chciałam umrzeć, bo jak to, taka młoda i takie problemy. Leżałam naga na tym cholernym stole, a lekarz drutami grzebał mi w sercu. Po zabiegu istniało ryzyko zrobienia się krwiaka, zakrzepu... przeżyłam, nie było żadnych komplikacji. Choroba minęła, a teraz? Doceniłam życie, poznałam prawdziwą wartość uczuć, tego czym darzę rodzinę. Poznałam prawdziwych przyjaciół i nauczyłam się przepraszać, i wybaczać. Od tamtego dnia jestem innym człowiekiem. Dla mnie nie jest problemem mieć problemy, dla mnie to szczęście, gdy mogę je rozwiązać, a jeśli się nie uda... trudno, życie jak masz skończyć danego dnia, to je skończysz, ten na górze tak ustala, nie my.
-Bóg...- Nathan wyszeptał przyglądając mi się.
-A no Bóg. -powtórzyłam.
______________________________________________________
Ok-ej. Semestr z lekka już jest ogarnięty. Jeah! Jak Wam idzie z naukami? 
Podobał się Wam rozdział? Hm, taki z lekka beznadziejny, ale cóż. 
Ciao! 


9 komentarzy:

  1. bardzo fajny rozdział wcale nie był beznadziejny
    ale z claudii pocieszycielka
    biedny nath =`(
    czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawy rozdzial...
    zastanawia mnie to czy nath powie chlopakom ze idzie na zabieg czy claudia pomoze mu cos wymyslic... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział zajebisty,przecież tak jak wszystkie. To wiadomo xD
    Pisz CD,weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. biedny Nathan :(
    u mnie wszystko zaliczone hehe całkiem dobrze mi poszło można tak powiedzieć
    weny !!!

    OdpowiedzUsuń
  5. ale mu poemat dojebała :D
    no czyli nic mu nie jest i let mi lof ju dalej :D
    hahahah :D
    czyli nn! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. biedny Nath ;C
    mam nadzieję, że szybko odzyska głos
    a ta historia Claudi ;C
    wzruszyłam się..
    pisz szybko nn! weny ;*;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyjemnie się czytało Czekam na dalszy ciąg historii A przy okazji zapraszam na http://you-love-me-and-i-love-you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Fantastyczny blog! Co prawda dopiero zaczęłam czytać, ale szybko nadrabiam zaległości :)) Przyjemnie się czyta i wyobraża sobie daną sytuację. Życzę Ci dalszej weny w tworzeniu równie wspaniałych wątków, a przy okazji zapraszam do siebie: http://you-love-me-and-i-love-you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. świetny rozdział :)
    Chwilowy zawał przy zdaniu: "Ja... tracę głos."
    Dlaczego mnie tak straszysz?
    Dawaj next'a ^^

    OdpowiedzUsuń